Fotografia ślubna » Uważam że fotografia ślubna powinna ukazywać emocje i uczucie w czystej, prostej i bezpośredniej formie. Analogowa fotografia ślubna to coś co Kocham.

Kochani dziś taka prywata i wyjątkowo bliska mi historia : On ( David ), polak – Tarnogórzanin. Ona ( Blonnie ), amerykanka z Teksasu. Połączyła ich wspólna światłoczuła pasja, dziś są fotograficznym małżeństwem żyjącym na wschodnim wybrzeżu USA. Obecnie wspólnie prowadzą biznes a ich pracę możecie zobaczyć tutaj : www.davidandblonnie.com.

14408044_10157420805360117_439705332_o

Jeśli chcecie przekonać się jak niesamowitą frajdą może być fotografia (nawet ślubna), oraz jak można uczynić z niej przygodę życia zapraszam Was na bloga moich przyjaciół gdzie od ponad stu odcinków za pomocą vlogów opowiadają o swoim życiu : wearegoingsomewhere.com. W kilku ostatnich odcinkach na łamach tego projektu zagościłem i ja jako aktor drugoplanowy, za co jestem bardzo wdzięczny. To była czysta przyjemność i zaszczyt dla mnie ! :) Oto link do kanału YOUTUBE gdzie znajdziecie vlogi.

Mój dzisejszy post jednak nie jest tylko po to aby zapoznać Was z tą fantastyczną parą kreatywnych fotografów i cudownych osobowości. Jest spowodowany jeszcze jedną dla mnie osobiście ważniejszą przesłanką otóż : w dniu 13 czerwca 2016 roku, 5 dni po tym jak Blonnie ukończyła 35 lat zdiagnozowano u niej agresywną postać raka piersi.

Jak pewnie nie trudno się Wam domyślić koszty leczenia nowotworu znacznie przewyższają to co jest w stanie pokryć polisa ubezpieczeniowa i są trudne do udźwignięcia, zwłaszcza dla fotografów prowadzących własną działalność gospodarczą a walka dopiero się zaczyna. Każdy najmniejsza pomoc to dla Blonnie I Davida dużo więcej niż może Wam się wydawać. Zwracam się do Was wspólnie moimi bohaterami z prośbą o każdą nawet najmniejszą darowiznę na rzecz pomocy w walce a chorobą Blonnie. Można to robić korzystając z poniższego linku :

Help Us Fight Blonnie’s Breast Cancer!

Bardzo pomocne i dające nieocenione wsparcie jest również regularne odwiedzanie ich bloga, oraz śledzenie codziennie aktualizowanego vloga na kanale Youtube. Każdy pozostawiony ślad w postaci komentarzy i wpisów daje Blonnie siłę i wspiera w tej trudnej walce. Za dotacje, wszelkie wsparcie oraz dobrą energię ze swojej strony

BARDZO DZIĘKUJĘ !!

P.s. Jeśli ktoś nie ma śmiałości napisać bezpośrednio może skontaktować się ze mną pisząc na adres : kontakt@adamludwik.pl

 

Kochani długo się nie odzywałem to fakt, ale pozwólcie że dziś głos oddam fotografii oraz Oli, która przysłała mi takie oto sentymentalne wspomnienie tych pięknych dni. Pani Młoda pisze :

” … Papież udziela ?? To pytanie padało najczęściej, kiedy informowaliśmy rodzinę i najbliższych, że zdecydowaliśmy się na ślub we włoskiej stolicy. Reakcje były rozmaite, ale przecież każdy ma prawo własne zdanie mieć. Nam do podjęcia tej decyzji wystarczyła kilka minut, w trakcie których zabukowaliśmy bilety i apartament, reszta potoczyła się sama…
8:00 budzi mnie dzwonek do drzwi. Biegnę boso do domofonu, podekscytowana, zdenerwowana, trochę rozkojarzona, niedowierzająca, że to już dziś, a to w rzeczy samej, już dziś! Chyba zaraz wyjdę za mąż…

Emocjonujący poranek

W drzwiach już stoją specjaliści od zadań specjalnych, poskramiacze ślubnych stresów- kosmetyczka i fryzjer. Oni uchronią moje lekko rozedrgane ręce przed zrobieniem sobie krzywdy. Nerwowo biegam po mieszkaniu, stukając w drzwi wszystkich, śpiących jeszcze, mieszkańców. Powoli rozczochrane zjawy zaczynają wynurzać się ze swoich jaskiń, a ja mam siedzieć w bezruchu, zaraz wszystko stanie się samo. Dobiega 10:00, za godzinę ślub, a nic nie robi się samo ! Świadkowie przygotowują królewskie śniadanie, na które już nie zdążę, bo fryzjer ma problemy z okiełznaniem dżungli na mojej głowie. Przyszły mąż z uśmiechem od ucha do ucha biega w samych slipach i wcale nie spieszy się do wyjścia, a nasz fotograf Adam stara tą całą emocjonalną mozaikę zmieścić na swojej bogatej kolekcji kart pamięci.

ola_andy_1ola_andy_2ola_andy_3ola_andy_4ola_andy_5ola_andy_6

 

Czeski film we Włoszech

Ufff… udało się. Makijaż jest idealny, ale misterna konstrukcja na mojej głowie nie wygląda zbyt stabilnie, obym się myliła. Po zapłaceniu specjalistom kwoty równej tygodniowym wczasom w Bułgarii, w ofercie last minute, w pokoju zostaję ja i moja druhna. Chyba właśnie teraz powinnam być spokojniejsza, no właśnie- chyba. Kolejne schody, a właściwie to tylko schodeczki, zaczynają się w momencie zakładania sukni. Klimę ustawiłam na 19 orzeźwiających stopni, aby przypadkiem się nie spocić. Wcale nie idzie tak łatwo jak w salonie. Adam (fotograf) na bieżąco dokumentuję batalię, którą toczymy z 3-kilogramową „rybką”. Sukces! Jestem ubrana i nie podarłam kreacji. Teraz tylko buty, welon, „selfie” ze świadkową i jestem gotowa.

Uberem do ołtarza

To nie koniec niespodzianek! Na zegarku już prawie 11:00, a my nie mamy czym dostać się do kościoła. W Rzymie jest właściwie jedna korporacja taksówkarska, która zmonopolizowała rynek i czasami po prostu nie przyjeżdżają pod wskazany adres… Napięcie sięga zenitu, a ja zaraz wyjdę z naszego wynajętego na AirB&B apartamentu i stanę w korytarzu ramię w ramię z moim najlepszym kumplem- przyszłym mężem. Nie chcę, żeby powiedział mi, że ładnie wyglądam, chcę żeby zamilkł i oszołomiony moim niecodziennym wyglądem zaczął zbierać szczękę z podłogi. No i nieskromnie powiem, że chyba mi się udało, choć nie wiem czy ten nonszalancki uśmiech i błysk w oku jest spowodowany stresem, czy rzeczywiście moim niecodziennym imagem. Przyjemniej mi jednak z myślą, że to ja, a nie całe zamieszanie dookoła, jest powodem jego reakcji. Roztargniona, mało subtelnym krokiem, z kiecką zadartą do kolan przemierzam korytarz w kierunku mojego przeznaczenia. Taksówka nie przyjechała, więc do ołtarza jedziemy Uberem.

 

ola_andy_7ola_andy_8ola_andy_9ola_andy_10ola_andy_11

Zgodnie z tradycją, pannie młodej wbrew

Na przekór mojemu codziennemu poukładaniu, lecz zgodnie z włoską tradycją, zupełnie nieplanowanie spóźniliśmy się na własny ślub. W drzwiach czeka już na nas pocieszny, niewysoki Pan mający za chwilę udzielić nam sakramentu. Przyzwyczajony do włoskiej niepunktualności nie karci nas za spóźnienie. Tam wszyscy noszą zegarki, ale mało kto czyni z nich użytek. Chwilę po nas do świątyni wbiegają zdyszani świadkowie, którym taksówkarz postanowił zrobić spontaniczną wycieczkę objazdową po włoskiej stolicy. Jesteśmy już w komplecie. Przed rozpoczęciem ceremonii uwikłaliśmy jeszcze drużbę w czytanie z ambony. Też musieliśmy mieć trochę rozrywki, a świadek na tyle wczuł się w rolę, że skradł nawet fragment czytania należący do księdza. Zaczęło się! Zabrzmiały skrzypce, a my ruszyliśmy… Resztę pamiętam, jak przez mgłę. Czułam, jak moje żebra kurczą się, rozszerzają i szukają miejsca w dopasowanej do ciała sukni naiwnie wierząc, że je odnajdą. Czasem brakowało tchu, ale co chwilę zerkałam na siedzące obok mnie moje „wszystko” i stawałam się jakaś spokojniejsza i oddech wracał i nawet 36-stopniowy upał nie przeszkadzał. Podczas wypowiadania przysięgi nie pomyliłam się, nie płakałam i nie pamiętam co obiecywałam, a mój mąż z rozpędu chciał założyć mi na palec swoją obrączkę. Mimo drobnych niedoskonałości ksiądz uznał ten związek za prawomocny i tak oto staliśmy się mężem i żoną, Państwem F.

 

ola_andy_12ola_andy_13ola_andy_14ola_andy_15

Prosecco pod kościołem

Po wyjściu z kościoła buchnął w nas gorące powiew lata. Świadek z impetem otworzył prosecco i w asyście świadkowej rozlewał je do czerwonych plastikowych kubków. Spijaliśmy pod bazyliką musujące białe wino i wznosiliśmy toasty, za nas, za nich, za przyszłość, przyjaciół i nowy początek. Czas rozpocząć fiestę! Emocje powoli opadały, a do mnie docierało co właśnie zrobiłam, że w towarzystwie zaledwie czterech innych osób, w miejscu oddalonym od domu o prawie 2000 km wyszłam za najfajniejszego faceta na świecie. Czułam, jakby w moim organizmie uwolniały się endorfiny, które zaraz uniosą mnie w powietrze. I nosiły mnie tej nocy po całym Rzymie, bo wesele było tylko takie po naszemu.

Tuż po wyjściu z kościoła jedną z taksówek szczęśliwie złapanych tuż pod kościołem wróciliśmy do apartamentu, aby chwilę odetchnąć w klimatyzowanym pomieszczeniu. Odpoczynek nie trwał jednak długo, szklanka wody, lampka wina i dalej w drogę… Tym razem na sesje w cieniu południowych drzew w Villi Borghesa. Po kilkugodzinnej zabawie w modeli wróciliśmy by porwać przyjaciół na kolację, zwyczajny posiłek bez tortu i oczepin za to na siódmym piętrze rzymskiego Savoya, z którego widok w pełni rekompensował nam brak tradycyjnych weselnych zabaw. Tej nocy tanecznym krokiem podbijaliśmy wieczne miasto, a to odwdzięczyło nam się pięknie wschodzącym słońcem w drodze powrotnej do mieszkania.

ola_andy_16ola_andy_17ola_andy_18ola_andy_19ola_andy_20ola_andy_21ola_andy_22ola_andy_23ola_andy_24ola_andy_25ola_andy_26ola_andy_27ola_andy_28

Auguri !

W Rzymie spędziliśmy jeszcze kilka dni. Jeden z nich poświęciliśmy na sesję zdjęciową, dzięki której mieliśmy wreszcie czas na zapoznanie miasta. Przed wschodem słońca byliśmy gotowi do wyjścia, ale jak to w Rzymie bywa, po raz kolejny niemożliwością okazało się zamówienie taksówki, dlatego tuż po otwarciu linii metra wtoczyliśmy się do pierwszego wagonu- ja w białej sukni, która zdążyła już zamieść kilka włoskich uliczek, mąż, dla którego pobudka o tak wczesnej porze okazało się nie lada wyzwaniem i fotograf ze swoją niezastąpioną asystentką. O dziwo, nie natknęliśmy się na żadną inną młodą parę zmierzającą na sesję o poranku, za to staliśmy się nie lada atrakcją dla mieszkańców, od których co chwila słyszeliśmy serdeczne bella sposa i auguri. Mknęliśmy ulicami pustego Rzymu skąpani, w coraz intensywniej oplatających nas promieniach letniego słońca, zaliczając sesję pod Koloseum i selfie z turystami (chyba z Ekwadoru), fontannę di Trevi, Forum Romanum i inne miejsce, które przyzwoity turysta będąc w Rzymie zobaczyć musi. W przerwie pomiędzy kolejnymi obowiązkowymi przystankami zjedliśmy francuskie croissanty popijając włoskim espresso. Skończyliśmy ok. 10:00 pod Bazyliką św. Piotra otoczeni wianuszkiem turystów, którzy uniemożliwiali pracę naszemu fotografowi, to był znak, że czas kończyć, bo miasto już się obudziło.

 

ola_andy_29ola_andy_30ola_andy_31ola_andy_32ola_andy_33ola_andy_34ola_andy_35ola_andy_36

Refleksyjnie

Czy przeszło mi przez myśl, że żałuję, że nie było pierwszego tańca i wszystkich innych fajerwerków towarzyszących tradycyjnym polskim weselom? Pierwotnie właśnie tak miało być, ale chyba przeraziła nas cała otoczka towarzysząca ślubom w klasycznej odsłonie. Podczas kameralnej uroczystości nikt nie oceniał tego, jak wyglądamy, nikt nie miał prawa narzekać na to, że rosół za zimny, frytki za tłuste, orkiestra źle gra, nikt nie zastanawiał się kogo gdzie posadzić, żeby się przypadkiem nie obraził, nikt nie patrzył się na nas z niesmakiem, kiedy spijaliśmy pod kościołem resztki wina z butelki. Wszyscy byliśmy wyluzowani, spoceni i szczęśliwi. On uśmiechał się jak małe dziecko, które dostało wymarzony prezent na Święta Bożego Narodzenia, a mi ten uśmiech w pełni uzasadniał, że nie mogliśmy dokonać trafniejszego wyboru. Oszczędziliśmy sobie stresu, wyliczania każdej złotówki, skreślania z listy gości weselnych na których nie było nas stać, wybierania obrusów, winietek i motywów przewodnich imprezy. Wierzę, że i to ma swój urok, bo w innym przypadku ludzie nie decydowaliby się na to tak ochoczo. My jednak wybraliśmy inną drogę, naszą najlepszą. Za żadne skarby świata nie cofnęłabym tego czasu, nic bym nie zmieniała. Ten pęd, roztargnienie, niepodopinane na ostatni guzik sprawy, ludzie, którzy nam towarzyszyli, mały kościół na wzgórzu, nieznośna włoska lekkość bytu, nieprzyjeżdżające taksówki i budzący się do życia Rzym- wszystko to sprawiało, że było inaczej, wyjątkowo. Nawet nie przypuszczałam, że tak niedoskonały dzień może stać się moim ulubionym dniem w życiu.

ola_andy_37ola_andy_38ola_andy_39ola_andy_40

Słówko o fotografie

Jaki jest Adam ? Bez najmniejszej przesady można go określić jako profesjonalistę, który na ślubach zjadł zęby ! Od pierwszego internetowo-telefonicznego kontaktu podszedł do sprawy bardzo poważnie i ani przez moment nie owijał w bawełnę. Ze względu na to, że zrezygnowaliśmy z tradycyjnej uroczystości, fotograficzna dokumentacja tamtego dnia była dla nasz szczególnie istotna.  Adam o tym wiedział i bardzo mocno zaangażował się we współpracę. Co ważne i o czym muszę wspomnieć nasz Fotograf to przede wszystkim człowiek doświadczony, który potrafi zachować zimną krew w stresujących sytuacjach i można się od niego dowiedzieć wielu ciekawych rzeczy na temat tego, jak np. poprawnie zapiąć guziki w sukni ślubnej, bo kto jak kto, ale on na ślubnych niuansach zna się świetnie:) Poza tym prywatnie to po prostu bardzo fajny facet, który ma cudowną żonę! Spędzając z nimi kilka upalnych dni we włoskiej stolicy uświadomiłam sobie, że dokonaliśmy dobrego wyboru, a kiedy po ustalonych dwóch miesiącach oczekiwania otrzymaliśmy zdjęcia wiedzieliśmy, że ten wybór był najlepszy ! …”

Za każdym razem kiedy na maila otrzymuję zapytanie o dostępność terminu przypadającego w świątecznym czasie mam całą masę wątpliwości … wiadomo rodzina, ten wyjątkowy czas itp. … a tu fotografia ślubna, koniec końców i tak daję się złamać. Tak było i tym razem, a przełomowe były zawarte w otrzymanym od Oli mailu te oto słowa : „Bardzo zależy mi na zdjęciach które będą wyrażały uczucia i po kilku latach nadal będą przemawiały przez nie te piękne chwile i związane z nimi emocje”. Bardzo cenię sobie takie świadome podejście i tak właśnie 26.12.2015 znalazłem się pełen zapału do pracy w hotelu Arkas gdzie zacząłem od kilku ujęć z przystrojonej wcześniej przez La Decolove sali. Później było już tylko lepiej, z każdą minutą coraz bardziej emocjonalne i zaskakująco … za to wszystko oraz za zaproszenie i zaufanie bardzo dziękuje Olu i Przemku !!

Ola_Przemek_1Ola_Przemek_2Ola_Przemek_3Ola_Przemek_4Ola_Przemek_5Ola_Przemek_6Ola_Przemek_7Ola_Przemek_8Ola_Przemek_9Ola_Przemek_10Ola_Przemek_11Ola_Przemek_12Ola_Przemek_13Ola_Przemek_14Ola_Przemek_15Ola_Przemek_16Ola_Przemek_17Ola_Przemek_18Ola_Przemek_19Ola_Przemek_20Ola_Przemek_21Ola_Przemek_22Ola_Przemek_23Ola_Przemek_24Ola_Przemek_25Ola_Przemek_26Ola_Przemek_27Ola_Przemek_28Ola_Przemek_29Ola_Przemek_30Ola_Przemek_31Ola_Przemek_32Ola_Przemek_33Ola_Przemek_34

Lokalizacja : Hotel Arkas – Prószków

Dekoracje & Candy Bar : La Decolove

Sesja plenerowa – Park Świerklaniec

MakeUp : Agnieszka Franek MakeUP Artist